Tytułem wstępu...
Tytułem wstępu...

Tak to się zaczęło...

Zapachy intrygowały mnie niemal od chwili, kiedy opuszczałem łono matki.
W czasach PRL, w których dorastałem, jeśli chodzi o perfumy, szału nie było. Wciśnięty pomiędzy cytrynowe wody kolońskie ojca a duszącą Panią Walewską mamy, mogłem jedynie od czasu do czasu chodzić na uzdrawiające inhalacje do pobliskiego Pewexu, żeby choć pobieżnie chłonąć tamtejsze cuda.
Tak było do chwili, kiedy przypadkiem obdarowany zostałem pewnym francuskim zapachem firmy Bourjois, na który dziś patrzyłbym z ironicznym uśmiechem...
Firma z dzisiejszej perspektywy niespecjalnie prestiżowa, ale WTEDY, na tle Warsów, Brutali i Przemysławki, tamten zapach był delicją dla moich nozdrzy. 
Mijały lata, zmienił się ustrój, a wraz z nim przybywały zapachy, o jakich nawet nie śniłem. Wtedy to, przypadkiem powąchałem Bvlgari Pour Homme i… zwariowałem.
Moje spotkanie z Bvlgari odmieniło moje dalsze życie, a mój pokój zmieniło w perfumerię.
A potem efektem kuli śnieżnej, tak jakoś samo poszło.
Przestałem chodzić do kina, na spacery, cały wolny czas spędzając na przeróżnych forach z ludźmi dotkniętych tym samym uzależnieniem, dyskutując o reformulacjach zapachów, nowościach i zapachowych gustach.
I to tyle na temat mojego uzależnienia.
Pewnego dnia, pomyślałem, że moją wiedzę, doświadczenie i kolekcję, mógłbym przekuć na coś, co pozwoli mi połączyć pasję z pracą, co jest marzeniem chyba każdego i namyślając się długo, zrobiłem to, czego dowodem jest ten mały sklepik z wonnościami.
Zdaję sobie sprawę, że jeszcze wiele jest w nim do zrobienia, dopięcia i że ciągle wymagać będzie dopieszczania, żeby nie wypaść z rynku, ale to działa na mnie akurat stymulująco, bo kocham wyzwania.
Nie chcę, żeby ten sklep był jedynie „maszynką do zarabiania”, ale miejscem, gdzie będziecie się Państwo czuli dobrze, bezpiecznie i wyjątkowo. 
Bardzo chętnie doradzę tym, którzy nie bardzo wiedzą, czego szukają, bądź tym, którzy wahają się pomiędzy zapachem X i Y.
Jedna ważna uwaga, z racji bycia mężczyzną, zapachy damskie oceniam z perspektywy mojej płci, więc mój punkt widzenia może się nie pokrywać z oczekiwaniami pań.
Bardzo proszę brać to pod uwagę.
A teraz kończę i od czasu do czasu będę uzupełniał wpisy na sklepowym blogu dotyczące interesujących nowości perfumowych, reminiscencje na temat klasyki zapachowej, zapachowego savoir vivre’u i innych tematów, jakie ulęgną się w mojej głowie...
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam, niekoniecznie na zakupy.
Mariusz

Blog wpisy
Lady killers, czyli jak uwieść kobietę za pomocą roztworu alkoholu...

W dzisiejszym wpisie to co tygrysy lubią najbardziej, czyli o uwodzeniu kobiet za pomocą perfum.

Podobno węch jest najbardziej atawistycznym zmysłem człowieka. W dodatku o największej, niezbadanej jeszcze „palecie”.

O ile potrafimy posegregować smak, który charakteryzuje się skromnym repertuarem, dźwięk czy barwy, zapach nie jest łatwy do zaszufladkowania. Na stronie Styl.pl natknąłem się na informację, z której wynika, że człowiek potrafi wyczuć od 800 do tysiąca poszczególnych molekuł, które są dla nas odrębnymi zapachami. Inaczej mówiąc, węch to to, co pozostało w nas kiedy byliśmy jeszcze zwierzętami. One właśnie za pośrednictwem węchu rozpoznają swój strach, niechęć, obrzydzenie, bądź podniecenie... (...)

Tytułem wstępu...

Tak to się zaczęło...

Zapachy intrygowały mnie niemal od chwili, kiedy opuszczałem łono matki.
W czasach PRL, w których dorastałem, jeśli chodzi o perfumy, szału nie było. Wciśnięty pomiędzy cytrynowe wody kolońskie ojca a duszącą Panią Walewską mamy, mogłem jedynie od czasu do czasu chodzić na uzdrawiające inhalacje do pobliskiego Pewexu, żeby choć pobieżnie chłonąć tamtejsze cuda.
Tak było do chwili, kiedy przypadkiem obdarowany zostałem pewnym francuskim zapachem firmy Bourjois, na który dziś patrzyłbym z ironicznym uśmiechem...

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl